Dziesięć porad ekspertów dotyczących inwestowania na rynku sztuki

17 lutego 2021
Category: Będziesz Chciał

„200 One Dollar Bills, Andy Warhol (Zdjęcie: AFP / Getty Images via @daylife)

Był ostatnim z mówców na sympozjum targowym TEFAF w zeszłym tygodniu, drobnym młodzieńcem z ciężkim francuskim akcentem, który nie tracił czasu, przedstawiając się z rozmachem. „Przeanalizowaliśmy miliony danych – oznajmił – „i odkryliśmy sekret rynku sztuki.

Usiadłem przed publicznością, przewróciłem oczami i skrzyżowałem ramiona, kładąc pióro na kolanach. Pomyślałem, że to nie będzie warte robienia notatek. Facet to pompatyczny idiota.

Mówca jednak, nie zauważając mnie, kontynuował, chcąc ogłosić swoje niezwykłe ustalenia.

– Ceny – powiedział – idą w górę.

Publiczność się roześmiała. Wiedzieli też, że ma rację.

Czy złamanie kolan i kostek jest bezpieczne?

Więc ponownie sięgnąłem po pióro.

Organizowane w ramach szeregu wydarzeń upamiętniających 25. rocznicę Europejskich Targów Sztuk Pięknych i Antyków (TEFAF), coroczna impreza w Maastricht, podczas której dziesiątki kolekcjonerów z całego świata przeszukuje najdroższe i najbardziej poszukiwane sztuki i antyków na rynku, sympozjum miało na celu ustalenie różnicy między kolekcjonerstwem dla pasji a kolekcjonowaniem jako inwestycją – lub czy faktycznie taka była. (Uwaga spoilera: jest.) TEFAF sam przeprowadził swoją własną nieformalną ankietę podczas inauguracyjnego przeglądu, pytając przypadkowych gości spośród ponad 10 000 uczestników, czy ich zainteresowanie kolekcjonowaniem dzieł sztuki wynika z pasji, czy z inwestycji. Dziesięć procent przyznało, że kupowało głównie za pieniądze.

To do nich przemawiał Fabian Bocart, założyciel brukselskiej Tutela Capital, przede wszystkim, gdy ogłaszał swoje „sekrety rynku sztuki, choć każdy większy kolekcjoner mógłby chcieć posłuchać jego rad – a także niektórych uwag w kolejnym panelu dyskusyjnym Philipa Hoffmana, prezesa Fine Art Fund Group, funduszu inwestycyjnego dla sztuki. Oto ich spostrzeżenia, tu i ówdzie uzupełniane (i kwestionowane) moimi własnymi obserwacjami:

1. Sztuka współczesna – która jest obecnie głównym tematem nagłówków gazet – pozostaje najbardziej zmiennym rynkiem. Dlatego też oferuje najlepsze nagrody, o ile, jak zauważa Bocart, „kupujesz mądrze, sprzedajesz mądrze i dbasz o uwierzytelnianie.

2. Wahania na rynku jednego artysty mogą i często będą wpływać na rynek innego, powiązanego artysty. Znajomość ruchów artystycznych i historii sztuki może pomóc w lepszym zrozumieniu tych powiązań. Jak zauważył Bocart, spadek wartości Warhols może utorować drogę do spadku wartości Basquiatów. Może, ale nie musi, prowadzić do spadku wartości, powiedzmy, dzieł minimalistów, takich jak Sol LeWitt, czy abstrakcyjnych ekspresjonistów, takich jak Jackson Pollock. Z pewnością nie wpłynie to na wartości mistrzów renesansu.

3. Z tego powodu dywersyfikacja ma kluczowe znaczenie.

4. Dywersyfikacja może również oznaczać przejście poza sztukę piękną do sztuki dekoracyjnej. Na przykład Philip Hoffman zainwestował w chińską porcelanę, która dobrze służyła jego klientom.

5. Wartość tkwi nie tylko w artyście, ale w jakości danego dzieła. Zawsze kupuj to, na co Cię stać – a to oczywiście wymaga zrozumienia i pewnej dozy wiedzy w twórczości artysty. Brakując tego, znajdź bardzo dobrego doradcę artystycznego – a mówiąc „dobry mam na myśli nie tylko „kompetentnego, ale także takiego, któremu ufasz. Na przykład lepiej kupić świetnego Wesselmanna niż złego Warhola; pierwsza z nich jest znacznie bardziej płynna niż druga iz czasem zyska na wartości.

6. Uważaj na pozorne okazje. Jeśli dzieło nie zostanie sprzedane na aukcji (lub na kolejnych targach sztuki), rynek uzna je za „spalone, a przez to niepłynne. To pozostawia otwarte drzwi do zakupu po obniżonej cenie – ale bądź przygotowany na to, że będziesz musiał je przytrzymać przez chwilę, zanim będziesz mógł zwrócić go na rynek. Nawet wtedy większość kolekcjonerów będzie miała dostęp do internetowych zapisów historii sprzedaży, co utrudni osiągnięcie znaczącego zysku, jeśli spróbujesz odsprzedać w ciągu dziesięciu lat. (Jednak, moim zdaniem, po tym jest całkowicie uzasadnione oczekiwanie – i uzyskiwanie – godziwej wartości rynkowej za dzieło).

7. Bocart radzi obliczyć – i zapisać – możliwe zyski lub straty z inwestycji i porównać je. W przykładzie porównującym Canaletta i Warhola, na przykład, przewidział, że wartość Canaletto może wzrosnąć o 36 procent lub spaść o jeden procent w ciągu dziesięciu lat. Warhol mógł zwiększyć o 52 procent lub spaść o 71 procent w tym samym okresie. Jednak w ciągu 25 lat wartość tego samego Warhola mogła wzrosnąć o 209 procent (lub spaść o 80 procent). Skala Canaletta nie byłaby tak dramatyczna (potencjalnie wzrost o 127 procent lub spadek o 58 procent w ciągu 25 lat), co uczyniłoby Warhola zarówno wyraźnie bardziej zmiennym, jak i znacznie bardziej dochodowym w perspektywie długoterminowej.

8. Brzmi to banalnie, ale warto powiedzieć: kup tanio, sprzedaj drogo (z zastrzeżeniem 6 powyżej). Podobnie jak w przypadku wszystkich towarów, rynek sztuki może obrócić się o kilka centów, a konkretni artyści wchodzą i wychodzą z łask, cokolwiek rynek sztuki generalnie robi. Obecnie na przykład dzieła holenderskich impresjonistów spadły o około 30 procent w porównaniu z tym, co było zaledwie pięć lat temu. Problem polega na tym, że jest to rynek bardzo lokalny – i dlatego mało prawdopodobne jest, aby się odbudował. Co mnie prowadzi

9. Zapytałem Bocarta, co sądzi o podobnych „lokalnych lub krajowych ruchach artystycznych, takich jak współczesny chiński lub niedawne zainteresowanie sztuką pakistańską i indyjską. W tej chwili moją pasją jest nowa sztuka pochodząca z Bliskiego Wschodu i krajów muzułmańskich, zwłaszcza Iranu i Iraku. Bocart uważa, że ​​brzmi jak analityk finansowy, którym jest, że „„ Rynki wschodzące z pewnością można uznać za poważne inwestycje, w istocie w skali globalnej, ale utworzenie„ optymalnych koszyków wymaga bardzo dobrego zrozumienia rynków lokalnych w celu jak najlepiej zarządzać ryzykiem finansowym i operacyjnym .

To trochę za dużo inwestycji – mów dla mnie. Nie jestem pewien, czy nawet zgodziłbym się z terminem „rynki wschodzące w tym względzie, zwłaszcza w przypadku bliskowschodniej / islamskiej sztuki współczesnej (jak ją nazywam), gdzie tak naprawdę to nie rynek się wyłania, ale nasze odkrycie. Wielka sztuka to wielka sztuka.

Ale pojęcie to sugeruje motywację stojącą za głośnym zainteresowaniem współczesnym chińskim, z których przynajmniej bardzo niewiele jest dobrych i podejrzewam, że większość z nich wyląduje na zapleczu szaf w ciągu dziesięciu lat, niewidoczna i nienadająca się do sprzedaży: połączenie protekcjonalnego kolonializmu, zwłaszcza ze strony Brytyjczyków (którzy byli jednymi z pierwszych zbieraczy tego towaru poza Chinami); i impuls fascynacji samymi Chinami – nie ich historią, nie tradycjami artystycznymi, ale zjawiskiem ekonomicznym. (Prawdopodobnie warto wspomnieć, że moja wiara w trwałość chińskiej gospodarki, a już na pewno w jej rynek sztuki, też nie jest taka wielka.)

Oczywiście uważam, że Bocart ma rację, kiedy mówi, że trzeba wiedzieć, co się kupuje. Ale tak naprawdę dotyczy to całej sztuki.

10 . Wreszcie sprawa rynków pierwotnych – kupowania nowej sztuki przez młodych artystów. W pewnym sensie może to być najbardziej ryzykowne: ogromnej większości tych artystów tak naprawdę nigdy się to nie udaje. I jak zauważył Bocart w niedawnym e-mailu, „trudno jest analizować współczesny rynek pierwotny jako inwestycję, ponieważ jest to głównie dobro konsumpcyjne. Ogromna ilość dzieł sztuki sprzedawanych na rynku pierwotnym już nigdy nie zostanie sprzedana .

Ale wielu to zrobi. I chociaż szanse na to, że własne odkrycie nowego artysty okażą się opłacalne finansowo, mogą być mniejsze niż szansa na wzrost wartości rysunku Picassa, koszt pracy młodego artysty to również niewielki ułamek kosztu powiedział Picasso; innymi słowy, z natury rzeczy kupujesz tanio.

To jednak także – i być może bardziej niż cokolwiek innego – wymaga koneserów, studiów i wielu starań o bicie chodnika, odwiedzanie galerii, targów sztuki i muzeów. To nie jest praca dla czystego inwestora, ale może przekształcić się w świetne hobby. Wszystkie te 40 milionów dolarów Warhols kosztowały tylko 300 i 500 dolarów jednorazowo. (Pomyśl o nowojorskiej parze, Dorothy i Herbercie Vogelach – on był pracownikiem poczty, ona bibliotekarką, która skąpiła i oszczędzała, by kupować małe dzieła przez wschodzących minimalistów w latach 60. i 70., płacąc zaledwie kilkaset dolarów za każde z nich – i których kolekcja jest teraz warta setki milionów dolarów – chociaż nie chcą sprzedać ani jednej rzeczy).

Ostatecznie jednak Bocart zauważa, że ​​zawsze można „śmiało inwestować w sztukę, ponieważ dzieło nigdy nie zbankrutuje. Moja własna rada dla kolekcjonerów jest taka: jeśli to kochasz, kup to. Jeśli wybierzesz dobrze, pewnego dnia będziesz mógł go sprzedać z zyskiem. A jeśli wybierzesz bardzo dobrze, nie będziesz chciał.

UWAGA: prezentację slajdów firmy Bocart, w tym wykresy, można znaleźć tutaj.

We use cookies to provide you with the best possible experience. By continuing, we will assume that you agree to our cookie policy